mobile
REKLAMA

Podwójne życie

Film Krzysztofa Kieślowskiego stał się punktem wyjścia do autorskiej opowieści reżyserki i bardzo ciekawej podróży teatralnej. "Podwójne życie Weroniki", które możemy obejrzeć na dużej scenie Teatru Wybrzeże, zabiera nas do wersji rzeczywistości, które mogłyby albo wręcz musiałyby się zdarzyć polskiej Weronice realizującej swe marzenia.

Marek Nowak
TAGI
Podwójne życie

- Dla mnie jest to historia o trudnym wyborze pomiędzy sztuką a życiem. O przeczuciu, że kiedy dokonujemy wyboru, to coś tracimy - deklaruje Ewelina Marciniak, dzięki której spektakl ten powstał i przybrał tak wyjątkowy kształt. - Mam dużo sentymentu i wspomnienie takiej niesamowitości z oglądania tego filmu, kiedy byłam mała. Ten film we mnie został, również w sferze wizualnej i muzycznej. Zdecydowałam się do niego wrócić z buntu, ponieważ miałam takie poczucie, że nie chcę stawać przed takim wyborem. Chciałabym zadać pytanie, co dalej, kiedy te dwie sfery życia trzeba połączyć.

Choć tytułowa bohaterka toczy życie artystyczne, przez co w naturalny sposób bliska jest twórczyni, spektakl wychodzi poza ramy środowiskowej opowieści. To jeden z tych przykładów, gdy osobista historia staje się uniwersalna i porusza dużo szerzej. 

Ciekawym zabiegiem dramatycznym jest tu zdublowanie Weroniki w nowej formie - dojrzałej kobiety, która wspomina swe życiowe wybory i trudne życiowe sytuacje. W konsekwencji tego zabiegu współistniejące podwójności Weroniki grane są aż przez trzy aktorki - Dorotę Kolak, Karolinę Kowalską i Katarzynę Dałek. W każdym przypadku jest to aktorstwo najwyższej próby, a wisienką na tym aktorskim torcie są wyjątkowe umiejętności wokalne Katarzyny Dałek, które - jak się okazuje - zdecydowanie za rzadko możemy podziwiać w spektalach Wybrzeża.

Nie tylko jednak poziom aktorstwa sprawia, że pierwsza godzina spektaklu mija nam w zauroczeniu. Poetycka płynność wędrówki od wspomnień do umownej teraźniejszości, umiejętne łączenie materii teatru i filmu, bardzo dobry tekst, dopracownie choreograficzne i wokalne - tu po prostu nie ma słabych punktów.

I choć spektakl przenosi w pewnym momencie akcent z poetyckości obrazu i śpiewu na rzecz wątków bliższych codziennemu życiu, ciąży ku dramatom i staje się mniej "kieślowski", pozostaje też mesmeryzujący do ostatniej kropli światla na scenie.

Fot. Mateusz Dąbrowski / Teatr Wybrzeże

KOMENTARZE

aktualności

REKLAMA
więcej z działu aktualności
REKLAMA

sport

więcej z działu sport

kultura i rozrywka

więcej z działu kultura i rozrywka

Drogi i Komunikacja

więcej z działu Drogi i Komunikacja

Kryminalne

więcej z działu Kryminalne

KONKURSY

więcej z działu KONKURSY

Sponsorowane

więcej z działu Sponsorowane

Biznes

więcej z działu Biznes

kulinaria

więcej z działu kulinaria

Zdrowie i Uroda

więcej z działu Zdrowie i Uroda